Pokonywanie własnych słabości.
Dziś jest ten dzień, dzień w którym mam totalnego doła. Parę chwil sprawiło, że nie mam na nic siły ani ochoty. Od razu w głowie pojawiają się setki myśli: Nic ci się nie uda. Jesteś skończona, Takiej prostej rzeczy nie potrafisz zrobić, to co z tobą będzie w przyszłości? Chyba nie ma osoby, która nigdy nie zwątpiła w swoje możliwości, której nigdy nie przeszły przez głowę takie myśli jak mi w tej chwili.
Ale w takiej sytuacji mamy dwie drogi do wyboru. Pierwsza usiąść na kanapie, obżerać się lodami i wmawiać sobie, że jesteś do niczego. Jednak czy warto tracić życie na użalanie się nad sobą? Zdecydowanie nie, w tym samym czasie możemy myśleć o tym w jaki sposób możemy stać się lepsi i udoskonalać samych siebie. W moim przypadku nie jest to takie łatwe, ponieważ wymaga ode mnie nie małego wysiłku. Nie wystarczy wstać i powiedzieć sobie do lustra będzie dobrze, tylko trzeba działać. Dlatego postanowiłam, będę burzyć mury chodź by głową, ale zrobię wszystko, aby być lepszą wersją siebie. Mam pełną świadomość, że czego bym nie robiła to i tak zawsze znajdzie się ktoś mnie przewyższy. Tym bardziej w dziedzinie artystycznej jaką uprawiam. Nawet w mojej grupie tanecznej są osoby tysiąc razy zdolniejsze ode mnie, ale ja wiem, że mam swój cel i mimo małych upadków będę pokonywać samą siebie. W ciągu ostatnich tygodni jest mi szczególnie trudno, ponieważ jestem wśród najbardziej zaawansowanych, gdzie dziewczyny na prawdę wymiatają, a ja szara myszka walczę z hip-hopem (stylem którego zupełnie nie czuje). Nie potrafię być dynamiczna, spięta i na czas. Zdecydowanie wole formy taneczne takie jak jazz czy klasyka, po prostu dużo lepiej się w tym odnajduję. Jednak mimo tych wszystkich przeciwność chce pokazać wszystkim, ale chyba przede wszystkim sobie, że dam radę może nie za tydzień, ale kiedyś na pewno, bo jak się za coś zabieram to chcę to wykonać na 300%.
Niestety po takich rozmyśleniach, zawsze przychodzi jutro i zderzenie z rzeczywistością. Duża sala, lustra, widownia i nagle w jednej sekundzie cały plan na danie z siebie jak najwięcej pęka jak mydlana bańka. Ale to mnie nie zatrzymuje w marzeniach. Wiem, że któregoś dnia wejdę na salę i po prostu oddam się chwili.
Podsumowując nawet jeśli dziś mamy zły dzień nieważne z jakiego powodu należy pamiętać o tym, że jutro znowu wstanie słońce i będziemy mieli 24 godziny na nowe działania. Pomijając fakty, że nie od razu zrealizujemy plan w całości nie należy się poddawać, tylko pokonywać wszelkie trudności z podniesioną głową. Co dziennie piszemy swoją nową historię i tylko od Nas zależy czy napiszemy ją różowym długopisem czy zostawimy pustą stronę.
Ale w takiej sytuacji mamy dwie drogi do wyboru. Pierwsza usiąść na kanapie, obżerać się lodami i wmawiać sobie, że jesteś do niczego. Jednak czy warto tracić życie na użalanie się nad sobą? Zdecydowanie nie, w tym samym czasie możemy myśleć o tym w jaki sposób możemy stać się lepsi i udoskonalać samych siebie. W moim przypadku nie jest to takie łatwe, ponieważ wymaga ode mnie nie małego wysiłku. Nie wystarczy wstać i powiedzieć sobie do lustra będzie dobrze, tylko trzeba działać. Dlatego postanowiłam, będę burzyć mury chodź by głową, ale zrobię wszystko, aby być lepszą wersją siebie. Mam pełną świadomość, że czego bym nie robiła to i tak zawsze znajdzie się ktoś mnie przewyższy. Tym bardziej w dziedzinie artystycznej jaką uprawiam. Nawet w mojej grupie tanecznej są osoby tysiąc razy zdolniejsze ode mnie, ale ja wiem, że mam swój cel i mimo małych upadków będę pokonywać samą siebie. W ciągu ostatnich tygodni jest mi szczególnie trudno, ponieważ jestem wśród najbardziej zaawansowanych, gdzie dziewczyny na prawdę wymiatają, a ja szara myszka walczę z hip-hopem (stylem którego zupełnie nie czuje). Nie potrafię być dynamiczna, spięta i na czas. Zdecydowanie wole formy taneczne takie jak jazz czy klasyka, po prostu dużo lepiej się w tym odnajduję. Jednak mimo tych wszystkich przeciwność chce pokazać wszystkim, ale chyba przede wszystkim sobie, że dam radę może nie za tydzień, ale kiedyś na pewno, bo jak się za coś zabieram to chcę to wykonać na 300%.
Niestety po takich rozmyśleniach, zawsze przychodzi jutro i zderzenie z rzeczywistością. Duża sala, lustra, widownia i nagle w jednej sekundzie cały plan na danie z siebie jak najwięcej pęka jak mydlana bańka. Ale to mnie nie zatrzymuje w marzeniach. Wiem, że któregoś dnia wejdę na salę i po prostu oddam się chwili.
Podsumowując nawet jeśli dziś mamy zły dzień nieważne z jakiego powodu należy pamiętać o tym, że jutro znowu wstanie słońce i będziemy mieli 24 godziny na nowe działania. Pomijając fakty, że nie od razu zrealizujemy plan w całości nie należy się poddawać, tylko pokonywać wszelkie trudności z podniesioną głową. Co dziennie piszemy swoją nową historię i tylko od Nas zależy czy napiszemy ją różowym długopisem czy zostawimy pustą stronę.
Pozdrawiam
zwyczajnauczennica

Czekam na kolejne wpisy
OdpowiedzUsuńNo no widzę że powstaje tu naprawdę ciekawy Blog, powodzenia!! :)
OdpowiedzUsuńTrochę jest do poprawy, ale blok nawet ok, kiedy następny Post?
OdpowiedzUsuń