Nagrody, obłuda, motywacja czyli ostatnie dni w gimnazjum.
DRODZY CZYTELNICY,
Przepraszam Was za ostatni brak postów, ale po prostu nie miałam natchnienia. Początkowo chciałam żeby wpisy pojawiały się regularnie, jednak teraz wiem, że muszę pisać i chcę pisać tylko wtedy kiedy dany temat jest dla mnie ważny. Nic na siłę.
Dzisiejszy post będzie poświęcony wewnętrznej motywacji, chęci samorealizacji i obłudzie która dotyka nas wszystkich.
Jak możecie się domyślać jestem już absolwentką gimnazjum, czeka teraz na mnie liceum. Nowy rozdział w moim życiu, ale jest jeszcze parę spraw którymi chciała bym się z wami podzielić.
I.
W ostatnim czasie zostałam nominowana do dwóch nagród, nie ukrywając dość prestiżowych. Jedna obejmowała swoim zasięgiem dzielnice, a druga szkołę. Szczerze mówiąc liczyłam chociaż na jedną. Miałam nadzieję, że ktoś doceni mój trud włożony w codzienną pracę w szkole nie tylko w formie wzorowego ucznia lecz także przewodniczącej Samorządu Uczniowskiego. Niestety działalność w szkole, osiągnięcia w różnorakich konkursach z dziedziny artystycznej to za mało. Przez chwilę pomyślałam sobie Kurde po co ja to wszystko robię? Moje zwątpienie nie trwało długo, po chwili wrócił zapał i chęci by robić więcej. I tak dochodzę do wniosku, że to nie nagroda czy statuetka jest symbolem naszych osiągnięć lecz ludzie i rzeczy które uległy zmianie pod wpływem naszej pracy.
II.
Kolejna sytuacja, która dała mi do myślenia wydarzyła się parę dni temu. Wiadomo zakończenie trzecich klas wszyscy elegancko, gala trwa, aż w końcu przychodzi ten moment podziękowania i nagrody dla uczniów za wyniki w nauce i działalność na rzecz szkoły. Z mikrofonu rozbrzmiewa moje imię i nazwisko, oczywiście spodziewałam się tego, przecież byłam przewodniczącą Samorządu Uczniowskiego (SU). Na środku sali pani dyrektor składa każdemu indywidualnie podziękowania za aktywną pracę. Dodam tylko, że wszyscy stoimy bardzo blisko siebie, więc dobrze słychać jakie podziękowania każdy dostaje. I jest nadeszła ta chwila i słyszę z ust pani dyrektor zdanie wypowiedziane z lekkim przekąsem Gratuluje, oby tak dalej. Gdzie inni otrzymywali bardzo wylewne słowa wdzięczności. Ktoś może się zastanawiać o co mi tak na prawdę chodzi i w czym widzę problem, ale zalążki całej tej sytuacji zaczęły się rodzić już parę miesięcy temu. Podczas gdy zaczęłam aktywnie działać w SU postawiłam sobie parę celi m.in chciałam wyremontować szkolne łazienki. Początkowo szukałam pomocy u pracowników szkoły, w fundacji czy organizacji, które współfinansują takie projekty, jednak skutek był żaden. Sprawa była poważna, dla mnie jest to nie dorzeczne, żeby drzwi do kabin sięgały gimnazjalistom do brody. Obiecałam wszystkim, że będzie remont i kropka, wiec szukałam wszelkich możliwych sposobów. Postanowiłam, że pójdę na spotkanie Rady Rodziców i przedstawie sytuacje. Byłam przygotowana perfekcyjnie miała zdjęcia i mowę tylko nastąpił jeden mały problem okazało się, że na spotkaniu jest pani dyrektor i wicedyrektor- przeżyłam mały zawał. Ale świat należy do odważnych. Gdy skończyłam rodzice byli w szoku w jakim stanie są toalety i obiecali pomóc. Podczas debaty w urzędzie gminy nie omieszkałam wspomnieć o naszej szkolnej infrastrukturze. Sama nie wiem kto do końca sfinansował ten remont, jednak po czasie dochodzę do wniosku, że tak zażarte dążenie do celu zaprzepaściło wszelkie moje przyszłe nagrody i słowa uznania pani dyrektor. Najprawdopodobniej w oczach jej i urzędników gminy jestem jakąś małolatką, która wkręciła ich w remont łazienek. (Tak na marginesie wszyscy tłumaczyli się, że nie ma pieniędzy, mimo długoletnich starań.) Tylko szkoda tych fałszywych słów Działajcie na rzecz innych, Dążcie do swoich celów. Nawet znajoma pani dyrektor z innego miasta powiedziała mi, że takich uczniów się po prostu nie lubi. Ale ja będę dalej robić swoje, tak jak śpiewał Wojciech Młynarski.
Przepraszam Was za ostatni brak postów, ale po prostu nie miałam natchnienia. Początkowo chciałam żeby wpisy pojawiały się regularnie, jednak teraz wiem, że muszę pisać i chcę pisać tylko wtedy kiedy dany temat jest dla mnie ważny. Nic na siłę.
Dzisiejszy post będzie poświęcony wewnętrznej motywacji, chęci samorealizacji i obłudzie która dotyka nas wszystkich.
Jak możecie się domyślać jestem już absolwentką gimnazjum, czeka teraz na mnie liceum. Nowy rozdział w moim życiu, ale jest jeszcze parę spraw którymi chciała bym się z wami podzielić.
I.
W ostatnim czasie zostałam nominowana do dwóch nagród, nie ukrywając dość prestiżowych. Jedna obejmowała swoim zasięgiem dzielnice, a druga szkołę. Szczerze mówiąc liczyłam chociaż na jedną. Miałam nadzieję, że ktoś doceni mój trud włożony w codzienną pracę w szkole nie tylko w formie wzorowego ucznia lecz także przewodniczącej Samorządu Uczniowskiego. Niestety działalność w szkole, osiągnięcia w różnorakich konkursach z dziedziny artystycznej to za mało. Przez chwilę pomyślałam sobie Kurde po co ja to wszystko robię? Moje zwątpienie nie trwało długo, po chwili wrócił zapał i chęci by robić więcej. I tak dochodzę do wniosku, że to nie nagroda czy statuetka jest symbolem naszych osiągnięć lecz ludzie i rzeczy które uległy zmianie pod wpływem naszej pracy.
II.
Kolejna sytuacja, która dała mi do myślenia wydarzyła się parę dni temu. Wiadomo zakończenie trzecich klas wszyscy elegancko, gala trwa, aż w końcu przychodzi ten moment podziękowania i nagrody dla uczniów za wyniki w nauce i działalność na rzecz szkoły. Z mikrofonu rozbrzmiewa moje imię i nazwisko, oczywiście spodziewałam się tego, przecież byłam przewodniczącą Samorządu Uczniowskiego (SU). Na środku sali pani dyrektor składa każdemu indywidualnie podziękowania za aktywną pracę. Dodam tylko, że wszyscy stoimy bardzo blisko siebie, więc dobrze słychać jakie podziękowania każdy dostaje. I jest nadeszła ta chwila i słyszę z ust pani dyrektor zdanie wypowiedziane z lekkim przekąsem Gratuluje, oby tak dalej. Gdzie inni otrzymywali bardzo wylewne słowa wdzięczności. Ktoś może się zastanawiać o co mi tak na prawdę chodzi i w czym widzę problem, ale zalążki całej tej sytuacji zaczęły się rodzić już parę miesięcy temu. Podczas gdy zaczęłam aktywnie działać w SU postawiłam sobie parę celi m.in chciałam wyremontować szkolne łazienki. Początkowo szukałam pomocy u pracowników szkoły, w fundacji czy organizacji, które współfinansują takie projekty, jednak skutek był żaden. Sprawa była poważna, dla mnie jest to nie dorzeczne, żeby drzwi do kabin sięgały gimnazjalistom do brody. Obiecałam wszystkim, że będzie remont i kropka, wiec szukałam wszelkich możliwych sposobów. Postanowiłam, że pójdę na spotkanie Rady Rodziców i przedstawie sytuacje. Byłam przygotowana perfekcyjnie miała zdjęcia i mowę tylko nastąpił jeden mały problem okazało się, że na spotkaniu jest pani dyrektor i wicedyrektor- przeżyłam mały zawał. Ale świat należy do odważnych. Gdy skończyłam rodzice byli w szoku w jakim stanie są toalety i obiecali pomóc. Podczas debaty w urzędzie gminy nie omieszkałam wspomnieć o naszej szkolnej infrastrukturze. Sama nie wiem kto do końca sfinansował ten remont, jednak po czasie dochodzę do wniosku, że tak zażarte dążenie do celu zaprzepaściło wszelkie moje przyszłe nagrody i słowa uznania pani dyrektor. Najprawdopodobniej w oczach jej i urzędników gminy jestem jakąś małolatką, która wkręciła ich w remont łazienek. (Tak na marginesie wszyscy tłumaczyli się, że nie ma pieniędzy, mimo długoletnich starań.) Tylko szkoda tych fałszywych słów Działajcie na rzecz innych, Dążcie do swoich celów. Nawet znajoma pani dyrektor z innego miasta powiedziała mi, że takich uczniów się po prostu nie lubi. Ale ja będę dalej robić swoje, tak jak śpiewał Wojciech Młynarski.

Komentarze
Prześlij komentarz